JAK TRENOWAĆ ZIMĄ NA ZEWNĄTRZ, ŻEBY UTRZYMAĆ FORMĘ I PRZYGOTOWAĆ SIĘ NA NARTY?
Im niższe temperatury, tym niższa motywacja do treningów na zewnątrz – to powszechnie znana prawda. Zimno, ciemno i wieje, a kanapa, ciepły koc i Netflix kuszą, żeby odpuścić. Wiemy, że jesienią i zimą dużo trudniej zmobilizować się do wyjścia, ale forma sama się nie zrobi, a dobre przygotowanie na pewno pomoże wam czerpać dużo więcej radości z jazdy na nartach czy desce. Oczywiście rozwiązaniem może być siłownia, ale my chcielibyśmy dziś pokazać wam, dlaczego warto nie rezygnować z treningów na świeżym powietrzu i jak się do nich przygotować!
Dlaczego warto trenować na zewnątrz zimą?
„O w życiu, przeziębię się! Moje zatoki!” Ile razy coś takiego słyszeliście… A może sami powtarzacie? ;) Paradoksalnie trening zimą wcale nie oznacza chorób, a wręcz przeciwnie – jeśli odpowiednio się ubierzecie, to ruch na mrozie wzmocni waszą odporność. Po wysiłku fizycznym wzrasta produkcja białych krwinek odpowiedzialnych za ochronę naszego ciała przed chorobami. Krótko mówiąc – hartujemy się.
Trening w niskich temperaturach może wzmacniać naszą siłę i wytrzymałość. Bieganie w śniegu, po nierównym podłożu wpływa na poprawę działania mięśni, stawów i ścięgien, co z kolei przekłada się na większą pewność i bezpieczeństwo w jeździe na nartach czy na desce.
Trenujemy, by czuć się dobrze, móc więcej, jeździć szybciej, ale spalone kalorie to – nie ukrywajmy – dla wielu z nas też sprawa istotna. W niskich temperaturach zaś spalamy ich więcej, bo organizm wydatkuje o wiele więcej energii na to, by się ogrzać.
Nie bez znaczenia jest również fakt, że trening na dworze to okazja, by się dotlenić. Późną jesienią i zimą spędzamy na zewnątrz bardzo mało czasu, a dotleniony mózg to lepsza koncentracja, lepsze samopoczucie i lepszy sen!
Jak się ubrać na trening zimą?
Zgodnie z norweską filozofią friluftsliv, “nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie” i my zdecydowanie się pod tym podpisujemy! Trenować na zewnątrz da się przez cały rok, trzeba się tylko odpowiednio ubrać. Odpowiednio, czyli jak? Tak, żeby ani się nie przegrzać, ani nie zmarznąć. Pamiętajcie, że może się wam wydawać, że jest super zimno, ale jak zaczniecie się ruszać, to szybko się rozgrzejecie. Dlatego lepsze dwie cieńsze warstwy niż jedna gruba, a na początku treningu powinno być wam lekko chłodno.
Unikajcie wkładania bawełny jako warstwy bazowej. Bawełna nasiąka, a jak jest mokra, to błyskawicznie wychładza. Pierwszą warstwą powinna być odzież termiczna – cienki techniczny longsleeve lub koszulka i legginsy, które odprowadzają wilgoć. Legginsy świetnie sprawdzą się podczas wszelkiego rodzaju wysiłku fizycznego – nie krępują ruchów, nie ciążą, szybko schną i często, tak jak te z naszej nowej kolekcji, mają specjalną kieszonkę na drobiazgi typu klucze czy karta. Na wierzch świetnie sprawdzi się oddychająca, lekka kurtka.
Kluczową rolę odgrywają akcesoria. Czapka – babcie lubią powtarzać, że przez głowę ucieka ciepło i wiecie, że mają rację? ;) Super wyborem będzie czapka z wełny merynosa – daje mnóstwo ciepła, chroni uszy przed zawianiem i co ważne – nie gryzie! Wełna merino ma też właściwości antybakteryjne, co oznacza, że nawet po solidnym wycisku nie będziecie odstraszać. Więcej o merino przeczytacie tutaj – tylko uważajcie, ta wełna ma same plusy, zero minusów, więc jak się przyzwyczaicie, to nie będziecie chcieli nosić niczego innego!
Na szyję włóżcie komin (w szaliku ciężko się ćwiczy), na stopy wysokie skarpety, a na dłonie koniecznie rękawiczki.
Podsumowując: wysokie skarpetki, legginsy lub spodnie dresowe, odzież termiczna i cienka techniczna kurtka do biegania. Do tego czapka z wełny merino, rękawiczki, komin i jesteście gotowi na trening.
Pssst! Pamiętajcie, że to nie na treningu możecie złapać przeziębienie, ale po, kiedy wasze ciało stygnie, dlatego jeśli jedziecie pobiegać do lasu, to koniecznie pamiętajcie o grubej, ciepłej bluzie na przebranie w samochodzie i najlepiej drugiej, suchej czapce z merynosa. Bo przecież nie ma czegoś takiego jak za dużo czapek ;)
Jak trenować?
Po pierwsze, starajcie się oddychać nosem. Oddychanie przez usta nie dość, że często kończy się kolką, to zimą również przeziębieniem. Powietrze w nosie ogrzewa się, dzięki czemu zmniejsza się ryzyko podłapania infekcji.
Koniecznie pamiętajcie też o rozgrzewce. Mięśnie zimą są bardziej spięte, sztywne, więc koniecznie trzeba je rozgrzać, by uniknąć kontuzji. Rozgrzewka powinna być wręcz nieco dłuższa niż latem.
Treningi w niskich temperaturach nie powinny być zbyt długie, a tuż po workoucie koniecznie schowajcie się w cieple albo przebierzecie w ciepłe, suche rzeczy – bluzę, suchą czapkę, by uniknąć przemarznięcia, a w konsekwencji przeziębienia.
A co właściwie trenować zimą na dworze?
Oczywistą oczywistością jest bieganie, które naprawdę jako jeden z niewielu sportów można uprawiać praktycznie w każdych warunkach, zarówno w mieście, jak i poza miastem, ale są też inne możliwości. Siłownie outdoorowe i strefy do street workoutu otwarte są przez cały rok – ważne jest tylko, by zabezpieczyć dłonie rękawiczkami! Przy niskich temperaturach można też uprawiać kolarstwo – pamiętajcie jednak, że na rowerze, przy pędzie powietrza odczuwalna temperatura może być niższa niż rzeczywista, więc konieczne będą ubrania chroniące przed wiatrem, rękawiczki i czapka. Na rower, ale i na bieganie, jeśli biegacie po zmierzchu, a to zimą dość prawdopodobne, przydadzą się też elementy odblaskowe i światełka.
Potrzebujecie dodatkowej motywacji?
Znajdźcie sobie towarzystwo do treningów! Jeżeli umówicie się na workout, trudniej będzie zrezygnować. W końcu kiedy ktoś czeka, to wstyd wymyślać wymówki, żeby zostać pod kocem z herbatką w ręku ;) W grupie zawsze jakoś łatwiej przetrwać trudniejsze momenty – możecie się nawzajem wspierać i zagrzewać (dosłownie i w przenośni!) do działania.
Jesień i zima to naprawdę dobry czas na treningi na dworze – wystarczy się odpowiednio ubrać i być gotowym na różne, często zmienne warunki atmosferyczne. Warstwy, oddychające ubrania, ciepłe bluzy, zimowe czapki (najlepiej z merynosa!), rękawiczki, wysokie skarpety i jesteście gotowi stawić czoła niskim temperaturom. W końcu forma na narty sama się nie zrobi, a jak zahartujecie się w mieście, to nie będzie takich warunków na stoku, które by was pokonały!